Nasze spojrzenie na świat.

Nasze spojrzenie na świat. Blog o tym co nas porusza, o naszych doświadczeniach i towarzyszących im smakach.
A Ciebie co kręci?

czwartek, 7 lipca 2016

Trekking na Majorce - Serra de Tramuntana (GR 211) cz. 1

Zgodnie z założonym planem opisanym z grubsza w naszych wcześniejszych wpisach (linki na dole), po przylocie do Palmy i ogarnięciu podstawowych spraw jak woda, gaz i obiad, wsiadamy w autobus linii 102 jadący w kierunku Port d'Andratx by rozpocząć pierwszą, 3 dniową, część trekkingu szlakiem GR221 po górach Serra de Tramuntana nazywanym również trasą Dry Stone Route. Jeżeli chodzi o gaz campingowy, kupiliśmy go w sklepie Foracorda, w niedziele (!), pomimo zamkniętego sklepu, za co serdecznie dziękujemy super sympatycznej obsłudze.

Zarys całej podróży: Gdzie na wakacje 2016?

Rady i porady o Majorce: Majorka - informacje praktyczne

Kolejna część relacji: Trekking na Majorce - cz. 2

Wstępniak

Autobus 102 odjeżdża z podziemnego dworca na Placa d'Espanya. Według rozkładu powinniśmy zatrzymać się na 6-ciu przystankach zanim dojedziemy do celu. W rzeczywistości jednak przystanków jest znacznie więcej i z zasady nie są opisane, do czego należny się przyzwyczaić. Port d'Andratx to spokojne miasteczko, w którym zaczyna się trasa Dry Stone Route. Na początek chcemy jedynie oddalić się od miasta i znaleźć dobre miejsce na nocleg i start na jutro. Szlak idący pomiędzy uliczkami północnej części portu nie jest oznaczony, więc na początku można się trochę pogubić. Po dość męczącym podejściu (pełne plecaki + 5L wody na osobę) asfaltową drogą dochodzimy do skraju sosnowego lasu, skąd rozpościera się piękny widok na morze i zatokę Cala d'Egos, która jest naszym dzisiejszym celem. Z rozdroża przy punkcie widokowym schodzimy w lewo kamienistą drogą. Po ok 15 min. dochodzimy do plaży, która pokryta jest miękkimi trocinami palmowymi i wygładzonymi przez morze kamieniami. Od samego początku uderza nas wszechobecny zapach kwiatów - Majorka przepięknie pachnie, a dookoła wszystko kwitnie jak szalone. Zostajemy tu na noc. Jest miejsce na namiot, no i ten widok! W takim miejscu trzeba jednak pamiętać, że zawsze można spotkać innych turystów lub okolicznych mieszkańców. Mimo chęci, kąpieli w morzu nie było - woda była dość zimna i bardzo słona!

Dzień 1 - Cala d'Egos - Sant Elm - Coma des Callers

Pierwszy pełny dzień trekkingu zaczynamy od podejścia z naszej zatoki na właściwy szlak, a następnie na przełęcz Vermell. Słońce schowało się za cienką warstwą chmur, a poranna morska bryza dodatkowo wzmocniła zapach żywicy i kwiatów. Za przełęczą schodzimy na szeroką półkę skąd pierwszy raz możemy zobaczyć wyspę sa Dragonera oraz miejscowość Sant Elm, do której schodzimy. Na tym etapie trzeba szczególnie uważać - w okolicy znajduje się wiele
ścieżek i dróg, więc łatwo wybrać niewłaściwą. W Sant Elm bardzo nam się spodobało. Miasteczko jest dość małe, spokojne i ciche, posiada kawałek plaży i funkcjonuje w nim sklep. Uzupełniliśmy zapasy wody i ruszyliśmy dalej w kierunku starego klasztoru trapistów. Droga prowadzi przez sosnowy las, po czym zamieniła się w ścieżkę, która w ostatnim fragmencie jest dość stroma. Po pokonaniu podejścia znaleźliśmy się na wypłaszczeniu z rewelacyjnym widokiem na sa Deagonere oraz zatokę Cala en Basset. Stąd jeszcze jedno krótkie podejście, gdzie między skałami zaskoczył nas fragment z linami (na Mallorce takich elementów się nie spodziewałem!) i jesteśmy przy remontowanym (a raczej budowanym od nowa) schronisku la Trapa. Jest tu sporo ludzi więc się nie zatrzymujemy, idziemy dalej mając sa Dragonerę już za plecami. Cały kolejny odcinek trasy aż do Coll de sa Gramola prowadzi przez tereny wypalone w skutek wielkiego pożaru z 2013 r. Ten fragment szlaku jest szybki, bez przewyższeń, a trasa jest lepiej oznaczona. Parking oznaczony na Coll de sa Gramola nie oferuje za dużo, nie ma tam nic poza tablicą informacyjną, brakuje również oznaczenia dalszej części szlaku. Z tego powodu wybraliśmy drogę asfaltową w kierunku Coma des Callers. Według mapy, z głównej drogi powinniśmy odbić pierwszą asfaltową dróżką w prawo. Jak się okazało był to teren prywatny, a na bramie widniała kartka, że szlak odchodzi niżej (mapa potwierdza istnienie jakieś drogi). Niestety, chyba nie udało się nam trafić na tą właściwą i po kilkuminutowym buszowaniu przez las ponownie znaleźliśmy się przy tej samej posiadłości, ale już za bramą. Tu przypadkowo przyjechał do nas właściciel i widząc, że się zgubiliśmy wskazał nam właściwą drogę pomiędzy domami. Po kilkunastu kolejnych minutach byliśmy już kawałek od posiadłości, w sosnowym lesie, gdzie znaleźliśmy odpowiednie miejsce na namiot (wypłaszczenie kilkanaście metrów ponad szlakiem). Pora na obiad i zasłużony odpoczynek przy wiosennym koncercie ptaków, który trwał aż do rana.

Dzień 2 - Coma des Callers - Estellencs - Banyalbufar - Bosc de Son Valenti

Kolejny dzień zaczynamy z samego świtu. Szybkie śniadanie, i ruszamy na podejście pod Pas Gran. Startujemy z poziomu ok 350 m n.p.m., trasa prowadzi przez kamieniste zbocze, szlak jest wyznaczony przez czerwone kropki na skałach i kopczyki kamieni. Trzeba być uważnym - nie ma wydeptanej ścieżki. Po 250 m przewyższenia dochodzimy do wypłaszczenia, gdzie przechodzimy drabinką nad płotem (teren prywatny). Po kolejnych 250 m n.p.m. kamienistego podejścia dochodzimy na Caseta Mola. Tu zaliczamy dłuższy odpoczynek - jest to płaski kawałek terenu, porośnięty trawą (łąka), dobre miejsce na namiot. Do tego miejsca trasa nieźle dała nam popalić. Pokonanie 500 m przewyższenia (na wysokość ok 850 m n.p.m.) zajęło nam sporo czasu. Co chwila szukaliśmy szlaku pomiędzy kamieniami i zaroślami, dodatkowo musimy przedzierać się przez powalone drzewa (efekt pożaru). Słońce paliło, a teren nie ułatwiał marszu. Następnym punktem jest schronisko sa Coma d'en Vidal,
do którego dochodzimy po ok. 1 h drogi. Schronisko było zamknięte (otwierane tylko w przypadku rezerwacji), nie znaleźliśmy źródła wody w najbliższym jego otoczeniu. Z tego miejsca schodzimy krętą drogą do asfaltu prowadzącego do Estellancs. Przy połączeniu dróg znajduje się czynne źródło. W miejscowości odnajdujemy sklep oraz informację turystyczną, która znajduje się na komisariacie policji, (informacja o autobusach do Banyalbufar). Decydujemy się na przejazd autobusem, ponieważ jesteśmy obciążeni pewnym rygorem czasowym na pokonanie całości, w związku z rezerwacją noclegów w schroniskach na dalszych etapach. Po 30 min oczekiwania na autobus (autobusy jeżdżą średnio co godzinę, koszt ~1,5 euro/os.) i kilkunastu minutach podróży jesteśmy w Banyalbufar. Tu również działa sklep gdzie kupujemy pierwsze hiszpańskie wino (dzisiaj moje urodziny!) i próbujemy rozwiązać problem braku wody. Po 3 dniach deficytu wody sanitarnej (wykorzystywaliśmy ją wyłącznie konsumpcyjnie) przyszedł czas na odświeżenie. Uzupełniliśmy 5l wody w napotkanej w bocznej uliczce kawiarni. Czas na dalszą drogę, która wyprowadza nas poza miejscowość przez posiadłości i plantacje. Po 30 min od miejscowości dochodzimy do Cami des Correu, która jest naszym pierwszym odcinkiem "drogi suchych kamieni". Prowadzi przez gęste lasy dębowe (Quercus Ilex), które przypominają puszcze. Nastaje późne popołudnie, czas więc na znalezienie noclegu. Idealne miejsce znajdujemy idąc zarośniętą drogą odchodzącą od szlaku do dawnych zabudowań pasterskich w lesie son Valenti.
Dzisiaj świętujemy moje urodziny! Jest wino, najlepszy zestaw obiadowy i kąpiel po chmurką.

Dzień 3 - Bosc de Son Valenti - Esporles - Valldemossa - Deia

Dzisiaj znowu wita nas piękna pogoda. Z samego rana zwijamy obozowisko i schodzimy łagodnie w dół pięknie zachowaną drogą z suchych kamieni. Droga ciągnie się przez dębowy las, ale nawet tutaj pomimo wczesnej godziny robi się gorąco. Po jakimś czasie docieramy do miejscowości Esporles. Ze względu na wczesną godzinę mijamy spokojne i wyludnione miasteczko zaczynając podejście. Kolejny odcinek jest dość nużący, idziemy pod górę asfaltową drogą pomiędzy ogromnymi posiadłościami i uprawami przez ponad godzinę. Szlak trochę się dłuży, ale w końcu docieramy do Coll de sa Basseta - tutaj robimy krótki postój. Pogoda jest trochę uciążliwa - momentami w słońcu jest gorąco, ale towarzyszy nam mocny i zimny wiatr.
Z Coll de sa Basseta zaczynamy dość ostre podejście - czeka nas ok 300 m przewyższenia. W tej części szlak prowadzi przez dębowy las i wapienne skały. Oznaczenia trasy pojawiają się rzadko i nie są zbyt dobrze widoczne - łatwo zgubić drogę. W pewnym momencie dochodzimy do wypłaszczenia na którym znajdujemy ciekawe wapienne zabudowania. Okazuje się, że trafiliśmy do Font de Almangra - zabudowań ze zbiornikami retencyjnymi oraz studnią głębinową. Wszystko wygląda jak z czasów starożytnych, pewnie kilkaset lat temu było to popularne miejsce wśród pasterzy i wędrowców. Po uzupełnieniu zapasów wody idziemy dalej i po niedługim czasie dochodzimy do urwiska, na którym znajduje się punkt widokowy. Czeka nas kolejne podejście, teraz na pierwszy szczyt na naszej trasie, górę Sa Comuna (704 mnpm). Samo podejście nie jest bardzo wymagające, tylko niektóre fragmenty przyśpieszają tętno. Las porastający zbocze jest przepiękny: wiekowe poskręcane dęby robią wrażenie. Niestety sam "szczyt" nas zawodzi bo na szlaku po prostu go nie ma. Oznaczony szlak nie wiedzieć czemu omija szczyt i ciężko jest zlokalizować jakąkolwiek ścieżkę na samą górę. Wieje silny wiatr i zmienia się pogoda, więc odpuszczamy i zaczynamy zejście do Valldemossy.
Zbliżając się do miasta mamy okazję podziwiać jego piękną panoramę, a na skraju zabudowań trafiamy na działające, wykute w skale źródło, Font de Llambies. Po uzupełnieniu zapasów wody schodzimy do miasteczka trochę się rozejrzeć. Valldemossa ma wyjątkową historyczną zabudowę. Obchodząc miasteczko podziwiamy klasztor Real Cartuja de Valldemossa, oraz przylegający do niego ogród. Ponieważ Valldemossa jest historycznie związana z naszym najsłynniejszym kompozytorem - Fryderykiem Chopinem, nie dziwi nas że spotykamy tutaj bardzo dużo Polaków.
Po analizie dalszej planowanej trasy decydujemy się podjechać fragment do Dei autobusem - inaczej nie wyrobimy się na kolejny nocleg zaplanowany w schronisku. Autobusem, droga do Dei zajmuje jakieś 15-20 min i biegnie wzdłuż skalistego wybrzeża. Wąska droga wije się serpentynami, a widoki na miasteczko są niesamowite. Deia to wyjątkowe miasto z tradycyjną zabudową położoną przede wszystkim na zboczach otoczoną przez sady pomarańczowe i gaje oliwne. To tutaj pierwszy raz mamy okazję z bliska zobaczyć drzewa oliwne. Idąc wśród wiekowych drzew, czuć jakby czas trochę się tutaj zatrzymał... Wychodzimy z miasteczka ok 16, kiedy zaczyna się najcieplejsza pora dnia. W Dei jest sklep więc można uzupełnić zapasy. Około 1,5 h drogi od miasteczka, w lesie na wypłaszczeniu znajdujemy fajne miejsce na nocleg. Tutaj kończy się pierwszy etap naszej podróży. Jutro w planach nasz pierwszy nocleg w schronisku i trochę zwiedzania Soller.

Czytaj więcej => Trekking na Majorca - cz. 2

2 komentarze:

  1. dzień dobry :)
    mam pytanie, wybieramy się w maju 2019 na Majorkę i chcielibyśmy troszkę, rekreacyjnie pochodzić po górach. Kilka godzinek, podjechać możemy samochodem.
    Który odcinek jest najfajniejszy i bez bardzo dużych podejść?
    Czytając chyba najłatwiejszy ale łatwy był dzień szósty? Czy można przejść Lluc - Cuber - Lluc czy może jest jakaś fajniejsza trasa?:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry!
    Jeżeli chodzi o odcinek Cuber-Luc to myślę, że najlepiej byłoby wyjść z Cuber, dojść na Coll des Telegraf i wrócić na zbiornik Cuber.
    Natomiast jeżeli miałbym zaproponować jakąś inną trasę, to moim zdaniem ciekawy jest odcinek z Sant Eelm (urokliwe małe miasteczko) przez la Trape (podejście), aż do rozdroża ze wariantem GR221-A (piękne widoki na wyspę Dragonera), którym można zejść do Arraco. Do rozwiązania pozostaje tylko kwestia przejazdu między Arraco i Sant Elm - jakiś autobus powinien jeździć :)

    OdpowiedzUsuń