W zeszłym roku pierwszy raz pojechaliśmy w sierpniu w Tatry. Mimo obaw o tłumy turystów, trafiliśmy na genialną pogodę, spotkaliśmy misia i ogólnie kilkudniowy wypad można było zaliczyć do bardzo udanych. Wtedy stwierdziliśmy, że warto rozpocząć nową "świecką tradycję" i co roku w sierpniu będziemy na kilka dni planowali wypad w Tatry. Na tegoroczny sierpień urlop został zaplanowany, noclegi zarezerwowane (chociaż było trochę ciężko z miejscami) bilety na pociąg kupione. Na 2-3 tyg przed wyjazdem pogoda zrobiła się straszna: codziennie deszcze, burze i ogólnie dramat. Im bliżej było do wyjazdu, tym mieliśmy coraz większe obawy o pogodę - zwłaszcza przez burze często trzeba rezygnować z wysokogórskich wycieczek. Pomijając fakt innych niesprzyjających okoliczności (jak np. stłuczony palec u nogi Kamila) ostatecznie przesunęliśmy wyjazd o jeden dzień. W planach były dwa noclegi w schroniskach i dwa w kwaterach prywatnych - stanęło ostatecznie na 1 noclegu w Schronisku na Hali Ornak i dwóch w Zakopanem.
Pierwszego dnia, dotarliśmy do Zakopanego i w planach było wyłącznie dojście z Kir do schroniska Doliną Kościeliska. Pogoda była średnia, pełne zachmurzenie i lekka mżawka, ale dzięki temu ilość turystów zmniejszyła się do bardzo znośnej ilości.
Ponieważ dotarliśmy do schroniska w miarę wcześnie, podeszliśmy jeszcze czarnym szlakiem na Smerczyński Staw - pod wieczór to genialne i magiczne miejsce!
Rano przywitała nas mgła i chmury, jednak im wyżej tym robiło się coraz ładniej - mamy jednak trochę szczęścia do tych gór! Z Hali Ornak zielonym szlakiem ruszyliśmy na Chudą Przełęcz. Naszym celem było jedno z moich ulubionych miejsc w Tatrach - Czerwone Wierchy. Z Chudej Przełęczy czerwonym szlakiem przeszliśmy do Kasprowego Wierchu po drodze zdobywając Ciemniaka, Małołączniaka, Kondracką Kopę i Goryczkową Czubę. Pogoda była słoneczna i ze szczytów rozciągał się przepiękny widok na słowacką stronę. Kasprowy jak zawsze był pełen turystów więc szybko zielonym szlakiem skierowaliśmy się do Kuźnic. Cała trasa obejmowała 20 km i przejście zajęło nam około 8,5 h.
Kolejnego dnia pogoda trochę się pogorszyła, na niebie pojawiły się wysokie chmury, ale na szczęście nic nie padało. Z Zakopanego niebieskim szlakiem weszliśmy na Wielką Królową Kopę i dalej na Halę Gąsiennicową. Z Hali Gąsiennicowej niebieskim szlakiem dotarliśmy do Czarnego Stawu Gąsiennicowego. Ponieważ pogoda się nie pogarszała, zdecydowaliśmy się na dalsze wejście czarnym, dość stromym szlakiem w kierunku Kościelca. Z Karba niebieskim szlakiem przez Czerwone Stawki (piękne miejsce z całym mnóstwem małych stawów) z powrotem weszliśmy na czarny szlak, którym podeszliśmy na Świnicką Przełęcz. Chmury co jakiś czas rozwiewał wiatr i można było podziwiać klimatyczne widoki. Ze Świnickiej Przełęczy czerwonym szlakiem doszliśmy do Lilowego i po krótkiej przerwie na zdjęcia, zielonym a później żółtym szlakiem zaczęliśmy schodzić na nocleg. Fragment czarnego szlaku ze Stawu Gąsiennicowego na Karb jest trochę stromy, ale warto go wybrać bo jest na prawdę ciekawy. Trasa zajęła nam ok 8h i obejmowała 19 km szlaku.
Teraz zostaje tylko planować kolejne trasy na przyszły rok :). Niżej trochę zdjęć z wypadu (polecam powiększyć).











I za to Was lubię, że chwalicie też nasze krajowe Magiczne Krainy.
OdpowiedzUsuń