W zeszłym roku pierwszy raz pojechaliśmy w sierpniu w Tatry. Mimo obaw o tłumy turystów, trafiliśmy na genialną pogodę, spotkaliśmy misia i ogólnie kilkudniowy wypad można było zaliczyć do bardzo udanych. Wtedy stwierdziliśmy, że warto rozpocząć nową "świecką tradycję" i co roku w sierpniu będziemy na kilka dni planowali wypad w Tatry. Na tegoroczny sierpień urlop został zaplanowany, noclegi zarezerwowane (chociaż było trochę ciężko z miejscami) bilety na pociąg kupione. Na 2-3 tyg przed wyjazdem pogoda zrobiła się straszna: codziennie deszcze, burze i ogólnie dramat. Im bliżej było do wyjazdu, tym mieliśmy coraz większe obawy o pogodę - zwłaszcza przez burze często trzeba rezygnować z wysokogórskich wycieczek. Pomijając fakt innych niesprzyjających okoliczności (jak np. stłuczony palec u nogi Kamila) ostatecznie przesunęliśmy wyjazd o jeden dzień. W planach były dwa noclegi w schroniskach i dwa w kwaterach prywatnych - stanęło ostatecznie na 1 noclegu w Schronisku na Hali Ornak i dwóch w Zakopanem.




W długi czerwcowy weekend postanowiliśmy odwiedzić dobrze znane nam tereny Rudaw Janowickich z trochę innej niż do tej pory perspektywy - na rowerach. Dla mnie osobiście był to powrót na stare śmieci i ogromna frajda z możliwości oprowadzenia Moniki po okolicy Jeleniej Góry. 




