Nasze spojrzenie na świat.

Nasze spojrzenie na świat. Blog o tym co nas porusza, o naszych doświadczeniach i towarzyszących im smakach.
A Ciebie co kręci?

środa, 19 października 2016

Trekking na Majorce - Serra de Tramuntana (GR 221) cz.2

Ciąg dalszy relacji z trekkingu po majorkańskich górach. Jeśli chcesz zobaczyć pierwszą część relacji, oraz pozostałe posty dotyczące Majorki, zerknij tutaj:

Zarys całej podróży: Gdzie na wakacje 2016?

Rady i porady o Majorce: Majorka - informacje praktyczne

Poprzednia część relacji: Trekking na Majorce - cz. 1



Dzień 4 Can Miquelet - Cap Gros - Port de Soller/ Soller

Wstajemy jak zawsze możliwie wcześnie. Pogoda troszkę się popsuła, w nocy spadł deszcz i poranek zapowiada pochmurny i chłodny dzień. Po szybkim starcie mijamy pobliskie zabudowania Can Miquelet i dalej prostą drogą dochodzimy do rozdroża oraz niewielkiej kaplicy Capella de Castello. Po drodze mijamy rozległe gospodarstwa i pastwiska, co jakiś czas moczy nas mżawka. Dzisiejsza trasa nie jest męcząca i wymagająca, a naszym celem jest dość szybkie dotarcie na Cap Gros oraz do schroniska Muleta. Im bliżej schroniska, tym szlak jest bardziej wilgotny, trochę się już ubabraliśmy w błocie ale w końcu w okolicach godz. 10 docieramy na miejsce. Jak się potem okazuje jesteśmy za wcześnie (trafiliśmy na porę sprzątania) więc mamy chwilkę na szybki prysznic i na kilka godzin musimy "wynieść" się ze schroniska. Jest to nam na rękę - odświeżeni, z lekkim bagażem wybieramy się na zwiedzanie Port de Soller oraz Soller.
Schronisko Refugi de Muleta jest położone na niewielkim półwyspie w bezpośrednim sąsiedztwie latarni morskiej. Z tarasu schroniska rozciąga się przepiękny widok na morze śródziemne. Po opuszczeniu schroniska asfaltową krętą drogą schodzimy do miasteczka Port de Soller. Miejscowość jest malowniczo otoczona górami, widzimy stateczki, plażę - ogólnie sielanka. Po kilku dniach przyjemnie jest wypić kawę i zjeść słynne migdałowe ciasto nad brzegiem morza. Samo miasteczko jest typową nadmorską mieścinką, nastawioną głownie na turystykę. Nie ma tu jednak bardzo dużych tłumów, ani agresywnych reklam. Plaże są czyste, można też znaleźć przyjemną knajpkę. Po zlokalizowaniu przystanku wybieramy się do leżącego nieopodal Soller. Jest to jedno z polecanych w przewodnikach miejsc wartych odwiedzenia ze względu na historyczną zabudowę oraz słynny drewniany pociąg z 1913 roku kursujący na trasie Soller - Palma. Pomiędzy Soller a portem można przemieszczać się zabytkowym tramwajem, jednak my decydujemy się na szybki transport autobusem. Soller faktycznie jest bardzo ładne, jednak nie robi na nas aż tak wielkiego wrażenia jak niektóre z wcześniejszych miejscowości. Na nasz gust jest tu trochę za dużo ludzi. Niewielki plac centralny skupia sporą ilość kawiarenek i restauracji, na środku znajduje się fontanna. Nad placem góruje zabytkowy kościół Sant Bartomeu. Decydujemy się na obiad w jednej z restauracji, mamy pierwszą okazję spróbować majorkańskiej kuchni. Zamawiamy sangrię, kalmary i makaron z migdałami i sombressadą - najsłynniejszą kiełbaską z Majorki. Po leniwym obiedzie idziemy zobaczyć zabytkowy pociąg, dworzec i spacerujemy po wąskich uliczkach. Po południu wracamy do Portu. Po zachodzie słońca z Cap Gros rozciąga się niesamowity widok na rozświetlony Port de Soller i zatokę. Dzień relaksu w pięknym miejscu dobrze nam zrobił, nocleg w łóżku i prysznic daje pełnię szczęścia. Następnego dnia znowu ruszamy na szlak.


Dzień 5 Soller - Biniaraix - Embassament de Cuber - Font des Noguer

Okazało się, że nocleg w schronisku jednak do najbardziej udanych nie należał. W Refugi de Muleta była wspólna sala do spania dla ok 20 osób. Mieliśmy pecha bo trafiły się dwie osoby chrapiące tak przeraźliwie, że większość turystów nie zmrużyła oczu ;). Ale trudno, zjadamy szybkie śniadanie, schodzimy do portu i stamtąd autobusem udajemy się do Soller. Stąd zaczyna się nasz dzisiejszy szlak : mamy do zrobienia sporo podejścia bo startujemy z poziomu około 100 m.n.p.m, a wchodzimy na poziom około 875 m.n.p.m.

Z Soller do Biniaraix idziemy delikatnie pod górę miejskimi drogami, mijamy przedmieścia i zaczynamy ostre i długie podejście. W górę prowadzi kamienista droga, mijamy rozległe gospodarstwa i uprawy na zboczach. Podejście jest mozolne zwłaszcza z obciążeniem na plecach, ale po jakiś 3 godzinach osiągamy najwyższy punkt Coll de l'Ofre. Rozciąga się stąd piękny widok na niedalekie jezioro Cuber, widać również bazę wojskową na szczycie Puig Major. Powoli wchodzimy na teren rezerwatu i delikatnie zaczynamy schodzić w dół, w kierunku widocznego jeziora Cuber. Szlak prowadzi nad brzegiem jeziora, można go pokonać z dwóch stron: ścieżką lub drogą. My wybieramy ścieżkę i po około godzinie docieramy do głównej drogi i przystanku. Tutaj spotykamy sporo turystów, uzupełniamy zapasy wody w źródle Font des Noguer i zaczynamy rozglądać się za miejscem na nocleg. Przy źródle jest zorganizowany fajny leśny parking ze stolikami oraz miejscem na ognisko. Dalszy etap szlaku prowadzi przez niezbyt gęsty las. Po minięciu wypłaszczenia Prat de Cuber znajdujemy idealne miejsce na nocleg - pozostałości pasterskie w lesie, nieopodal czynnego źródła Font des Prat. Spokojnie rozbijamy namiot, a ze względu na bliskie sąsiedztwo źródła nie musimy oszczędzać na wodzie. Dzisiejsza trasa była długa i męcząca, dlatego dość szybko padamy i idziemy spać.

Dzień 6 Cuber - Lluc

Kolejna noc upłynęła spokojnie, wstajemy wcześnie i szybko zwijamy obozowisko - dzisiaj mamy możliwość spotkać na szlaku biegaczy ponieważ w tym rejonie odbywa się górski maraton. Poranek jest chłodny, ale podejście przez las szybko nas rozgrzewa. Szlak ciągnie się lekko stromą, kamienistą i błotnistą ścieżką na Coll des Prat, pod szczytem Masanella. Trzeba przyznać, że rozciągają się stąd niesamowite widoki - z jednej strony panorama na wszystkie szczyty aż do Puig Major, a po drugiej pagórkowate krajobrazy aż po Cap de Formentor. Jesteśmy w połowie drogi do Lluc. Szlak odbija w lewo, a po przejściu dolinki stajemy na krawędzi urwiska Voltes d'en Galileu - kolejny spektakularny widok na krajobraz Majorki. Z tego punktu zaczyna się zejście równie kamienistą ścieżką, która z czasem zamienia się w "klasyczną" drogę z suchych kamieni. Ostatni odcinek prowadzi przez nasze ulubione dębowe lasy po czym dochodzimy do parkingu w Lluc. Tu udajemy się do informacji turystycznej (niewielki "zardzewiały" budynek przy wjeździe na parking) żeby załatwić nocleg na polu namiotowym. Wbrew powszechnie panującej opinii pole namiotowe w Lluc jest płatne - 5 euro/osobę. W zamian otrzymujemy miejsce do rozbicia namiotu, możliwość pozyskania drewna na ognisko/grilla, prysznic z zimną wodą i energię elektryczną w łazience.
Szybko rozstawiamy nasz domek i idziemy zobaczyć słynne sanktuarium. Turystów jest sporo, ale bez tłumów. Kompleks składa się z kilku elementów. Najpierw wchodzimy przez dziedziniec do samego sanktuarium - robi wrażenie. Po wyjściu kierujemy się w lewą stronę na wzgórze, gdzie znajdują się rzeźby wykonane przez Gaudiego (tajemnice różańca). Na końcu, trochę błądząc dochodzimy do ogrodu botanicznego, ale po zrobieniu krótkiej rundki szybko wychodzimy - nic ciekawego. Przy wyjściu w sklepiku kupujemy wino i smakołyki do chrupania. Wracamy na pole, pora się ogarnąć, wypić wino i cieszyć się zachodzącym słońcem.

Dzień 7 Lluc - Pollenca

Noc minęła niespokojnie. Rozbici w sąsiedztwie tubylcy dokazywali do późnych godzin nocnych. Cóż, pole namiotowe to nie to samo co nocleg pośrodku lasu. Dzień zapowiada się dość nieciekawie. Pada mżawka, a na górach wiszą gęste chmury. Szlak w pierwszym etapie prowadzi do schroniska Son Amer, położonego na szczycie wzniesienia z pięknym widokiem na Lluc. Po przejściu przez drogę idziemy skrajem lasu, gdzie zaczyna się krótkie podejście. Po przejściu przez las dochodzimy do utwardzonej drogi przy posiadłości Coll des Pedregaret. Następnie mijamy centrum edukacji ekologicznej,a kilka minut później dochodzimy do potężnego dębu. Szutrowa droga prowadzi teraz już tylko w dół. Mijamy źródło Font de Mantanyga i dalej serpentynami dochodzimy do asfaltowej drogi. Trasa jest łatwa, ale strome i monotonne zejścia męczą. Po drodze spotykamy kilka grupek rowerzystów oraz straż leśną szukającą być może nielegalnie biwakujących jednostek. Z tego punktu szlak prowadzi prosto do Pollency. Mijamy piękne wille, farmy i sady figowców. Niespodziankę stanowił jeden fragment, w którym rzeka podmyła ścieżkę tworząc pionowe rozpadlisko. Po długim asfaltowym odcinku w końcu docieramy do schroniska. Obsługę stanowią dwie młode dziewczyny, średnio zainteresowane nami i nadzorowaniem schroniska. Sam budynek jest dość niewielki, ale posiada dobre wyposażenie.

Tu kończy się nasza trasa. Kolejne dni spędzimy na zwiedzaniu okolicznych miejscowości i wybrzeża. Mamy za sobą 6 dni marszu, z 1 dniem postoju w Soller. Do przejścia całości trasy potrzebnych jest ok 8-9 dni (bez omijania odcinków autobusem).

Musimy przyznać, że biorąc pod uwagę obciążenie (namiot + woda) szlak jest dość wymagający fizycznie. Technicznie tylko w kilku fragmentach wymagał większego zaangażowania. Natomiast należy podkreślić, że kluczowym elementem jest dobra mapa, a najlepiej GPS lub smartfon ze sprawdzoną aplikacją. Łatwiej będzie nam się odnaleźć w terenie i odszukać źródła wody. Podczas wyjazdu (również w miastach) korzystaliśmy z aplikacji ViewRanger, z wgraną mapą całej Majorki i szlakiem Dry Stone Route - spisała się wspaniale, oraz mapy Serra de Tramuntana wydawnictwa Alpina (4 arkusze, w skali 1:25 000) - polecamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz